czwartek, 18 sierpnia 2016

Wizyta w Kopenhadze: rzeźnicy i rowery (recenzja roweru Butchers&Bicycles)



Kopenhaga jest mekką rowerów towarowych. W samym mieście jest ich około czterdziestu tysięcy (dla porównania, w całej Polsce około stu). Jeżdżą na nich wszyscy: troskliwe matki, stateczni ojcowie, szaleni kurierzy i dostawcy, właściciele psów, studenci i przyjaciele podwożący się z imprezy. Rowery są różne, ale przeważają trzykołowe, ponieważ mają większą skrzynię i są bardziej „rodzinne”. Zakup trójkołowca przez tutejszą rodzinę to odpowiednik zakupu mini-vana.

Podwórko kamienicy, w której mieszkaliśmy. Interesujące są nie same rowery, ale fakt wyznaczenia dla nich specjalnych miejsc postojowych. Porządek musi być.

Stróż nocny.


Większość rowerów cargo wydaje się być bardzo zniszczona i zaniedbana. To jednak efekt tego, że rowery te są bardzo intensywnie używane, przez wiele lat aż do „zajechania”. Poza tym nikt się nie bawi w trzymanie ich w garażu. Stoją cały rok pod domem, żeby można było na nie szybko wskoczyć kiedy są potrzebne. A jak się zużyje, to kupuje się nowy – w końcu na duńską kieszeń nie jest to znowu tak duży wydatek.

Witryna sklepu rowerowego w Kopenhadze.

Jadąc do Kopenhagi zakładałem, że wrócę z mnóstwem zdjęć rowerów cargo. Tak się jednak nie stało, ponieważ nie spotkałem roweru, którego konstrukcji bym nie znał lub nie opisywał już na tym blogu. Natomiast kolekcjonowanie drobnych rozwiązań technicznych, takich jak skrętne tylne koło, daszki przeciwdeszczowe, drzwiczki czy specjalne stopnie ułatwiające wsiadanie do środka, wydawało mi się zbyt drobiazgowe.

Dlatego postanowiłem, że podzielę się z Wami czymś innym. W ramach naszego zwiedzania postanowiliśmy zrobić jazdę próbną najnowocześniejszego roweru towarowego, który nawet w Danii jest pewną nowinką. Wybraliśmy się do salonu Butchers & Bicycles, który mieści się w starych magazynach rzeźniczych niedaleko centrum miasta (otwarte głównie w weekendy, ale w tygodniu można umówić się indywidualnie).

Podstawowy koncept roweru polega na tym, że jest to trzykołowa konstrukcja wyposażona w wychylne zawieszenie, dzięki czemu można na niej jeździć tak jak na zwykłym rowerze lub na dwukołowym longjohnie. Wchodząc w zakręt nie musimy redukować prędkości, tak jak w zwykłym trójkołowcu, ale wystarczy że się przechylimy a rower płynnie wejdzie w zakręt. Tylko tyle i aż tyle. 


Materiały producenta.

Materiały producenta.

Konstruktorzy roweru dbają o wysoką jakość wykończenia. Rower posiada siedem płynnych biegów w piaście. Rama jest aluminiowa, a skrzynia wykonana z lekkiego tworzywa sztucznego. Rower dostępny jest w wersji ze zintegrowanym silnikiem elektrycznym Boscha (250W, pięć prędkości, do 20-30km jazdy na baterii) lub bez niego. Ponadto możemy mieć w nim zwykły łańcuch albo niewymagający smarowania pasek z włókna węglowego (wszystkie opcje oczywiście dodatkowo płatne). Opcjonalny jest także interfejs Isofix do montażu fotelików i gondoli dla dzieci. Lista dodatków takich jak magnetyczne oświetlenie, specjalne pokrowce czy wyświetlacze na kierownicę jest długa i można ją zobaczyć na stronie producenta.

Skrzynia ma standardową nośność ok. 100 kg ale ma nieco nieforemny kształt, ponieważ w regulaminowych 90 cm szerokości musi starczyć miejsca na skomplikowane zawieszenie. W konsekwencji raczej trudno będzie przewieźć fotel, pralkę lub inne duże ciężkie przedmioty, co przy odrobinie dobrych chęci jest możliwe na standardowym trójkołowcu. Rower jest przede wszystkim przystosowany do wożenia dorosłych i dzieci – ma wyściełaną ławeczkę, pasy bezpieczeństwa, specjalne drzwi z przodu. Ponadto ma dodatkowy zamykany schowek oraz gadżety w postaci półki z uchwytem na kawę i drobiazgi.

Ania testuje rower.



Sama jazda jest faktycznie bardzo płynna, szybka, lekka i przyjemna. Chyba bardziej niż ja rower wychwalała Ania, dla której tradycyjne cargo prowadzi się nieco ciężko, a tym była zachwycona. Na rowerze Butchers&Bicycles można łatwo rozpędzić się do 30-40km/h i wejść w zakręt bez redukowania prędkości. Promień skrętu nadal jednak pozostaje taki sam, czyli większy niż to przewiduje większość budowanych w Polsce dróg dla rowerów ;)

W trzy sekundy do trzydziestki.




Na koniec kwestia mniej optymistyczna.15 tys. PLN za wersję bez silnika i 24 tys. PLN za wersję z silnikiem to na Polskie warunki cena raczej zaporowa – za te pieniądze większość pewnie woli kupić używanego Opla z Niemiec ;) Napisałem jednak tą recenzję, żeby pokazać Wam co obecnie wyznacza najwyższe standardy rowerów towarowych na świecie. Być może zainspiruję naszych garażowych konstruktorów do pracy nad nowymi modelami? A może się ze mną nie zgadzacie i uważacie, że przedstawiony tu rower to przesadzony gadżet?

Producenci nie zapewniają serwisu, ale ręczą że części są na gwarancji i w razie potrzeby doślą nowe oraz udzielą wsparcia merytorycznego lokalnemu serwisowi. W Polsce rowery dystrybuuje na razie sklep w podwarszawskim Konstancinie.


Godziny szczytu w Kopenhadze.

Wycieczkę do Kopenhagi polecam oczywiście każdemu, komu przyjemność sprawia stanie w rowerowym korku i  przejazd przez najbardziej ruchliwe rowerowe skrzyżowanie w Europie. Pamiętajcie tylko o z zabraniu cienkiej kurtki przeciwdeszczowej, czapki i szalika. Lato tutaj jest krótkie, pogoda kapryśna, wiatr niemiłosierny a i tak 40% mieszkańców codziennie dojeżdża do pracy/szkoły na rowerze. To zresztą kształtuje bardzo specyficzną modę Duńczyków - jak ubrać się elegancko ale na cebulkę? O tym możecie się przekonać na blogu Copenhagen Cycle Chic.

PS. Notatkę sporządzam już w Hamburgu, gdzie natknąłem się na taką ciekawostkę. Miasto wprowadza pilotażowy program ograniczenia dostaw autami do centrum i zastąpienia ich gdzie się da rowerami kurierskimi. Podobne plany ma Kraków.

Centrum Hamburga. Tu powstaje stacja przeładunkowa dla kurierów UPS.

Hafen City w Hamburgu. Na dostarczaniu towarów znają się tu od kilkuset lat.

1 komentarz:

  1. Też z chęcią wybrałbym się do Kopenhagi. Byłem już tam kiedyś raz, ale to miasto zdecydowanie przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń