środa, 23 września 2020

Od trzeciego tygodnia życia - Rok z dzieckiem na rowerze cargo

 

We wrześniu mija rok od kiedy wraz z Anią zostaliśmy rodzicami. Wiele osób w Polsce ma szerokie doświadczenie w jeżdżeniu rowerem cargo ze starszymi dziećmi, ale jeszcze stosunkowo niewiele miało okazję, tak jak my, aby to był pierwszy i domyślny sposób przemieszczania się z dzieckiem od chwili jego narodzin. Nie jesteśmy pierwsi, ale dostaję sporo pytań na ten temat. Dlatego postanowiłem spisać wrażenia z tego pierwszego roku z dzieckiem na rowerze cargo, aby rozwiać Wasze wątpliwości. Ostrzegam, że to będzie najdłuższy z moich dotychczasowych wpisów na blogu ;-) Będzie o tym jakimi rowerami jeździmy, jakie modyfikacje były konieczne, jak rower „dorastał” razem z synem, co nas zaskoczyło, jak syn odnalazł się tej formie transportu i dlaczego warto zasmakować tej przygody.
„Jak ci się dzieci urodzą, to zostawisz rower”. Jesień 2018 i 2019. Jakie dostrzegacie różnice?

Pierwsze kroki

Przyznam, że miałem obawy czy syn polubi cargo, bo przecież dzieci są różne i mają swoje fochy/preferencje. Pokochał od pierwszej jazdy, a po roku już się uśmiecha na sam widok naszego roweru. Pierwszą przejażdżkę zaliczyliśmy w trzecim tygodniu życia. Uprzedzając Wasze pytania, nie odebrałem dziecka ze szpitala rowerem ze względów praktycznych – musiałem odebrać także Anię, a ona zdecydowanie nie nadawała się jeszcze do samodzielnej jazdy rowerem. A przez kolejne trzy tygodnie po prostu prawie w ogóle nie wychodziliśmy z domu poza spacerami z wózkiem – przyzwyczajaliśmy się do siebie nawzajem. 

Pierwsza przejażdżka w wieku trzech tygodni.

Chwila odpoczynku dla świeżo upieczonej mamy.

Przez prawie cały pierwszy rok syn głównie zasypiał w rowerze po upływie maksymalnie 10 minut. Od 10 miesiąca już bardziej zaczęło interesować go otoczenie, więc nie zawsze zasypia, ale zawsze jest zadowolony z jazdy i śmieje się szeroko do rodzica. Jak dotąd rozpłakał się może ze trzy razy – w sytuacji, gdy musieliśmy się gdzieś awaryjnie przetransportować, a on był po prostu bardzo zmęczony lub głodny. W każdym razie w wózku zdarza mu to się zdecydowanie częściej ;-)

Pewną niedogodnością okazało się to, że syn przyzwyczajony do jazdy rowerem, absolutnie nie toleruje siedzenia w tym samym foteliku w aucie i się nudzi. A czasem trzeba podjechać gdzieś dalej taksówką lub pożyczonym autem na wakacje – na razie jest ciężko. O ile anegdotyczne krążenie dookoła domu, żeby uspokoić dziecko sprawdza się w rowerze, to w samochodzie już nie bardzo. Cóż, słyszałem już rodzicielskie anegdoty o dzieciach, które w największą śnieżycę odmawiają jazdy autem do szkoły i chcą tylko rowerem – taki już los cargo rodzica? Na szczęście syn polubił też tramwaje, bo w wózku fajnie buja – choć przez pandemię nie ma jeszcze tak wielu okazji, by nimi jeździć, bo ograniczamy przejazdy transportem publicznym do tych niezbędnych. Tutaj rowery cargo okazały się wybawieniem z komunikacyjnego klinczu rodziny bez samochodu.

Jedna skarpetka mniej...

Zaczęliśmy jeździć w październiku, więc syn od razu hartował się na zimę. Być może niektórzy obawiają się o temperaturę, ale dziecko ubrane w zwykły komplet ubranek (body, spodnie, sweter lub same śpiochy) i kombinezon zimowy, wsadzone w fotelik i osłonięte namiotem ma tam nawet cieplej niż w wózku i jest osłonięte lepiej od wiatru. Poza tym akurat nam się trafiło bardzo arktyczne dziecko, które nie lubi, aby je zbytnio opatulać i ciągle mu za gorąco, nawet zimą. Dlatego zwykle jeździłem z półotwartym namiotem, żeby dostarczyć pasażerowi trochę przewiewu. Kataru brak.

Serio zamierzasz mnie tam wpakować?

No dobra, nawet wygodnie.

Ktoś jeździ...

...by spać mógł ktoś.

 

Oczywiście zalecany czas w takim foteliku to maksymalnie 1,5 do 2 godzin bez przerwy. Nasze cargo stosunkowo rzadko służy do spacerów z dzieckiem. Od tego mamy wózek, aby wybrać się na dwugodzinną przebieżkę. Jednak głównie używamy rowerów w celach transportowych: do lekarza, w odwiedziny, na piknik. Od pewnego momentu zacząłem zabierać syna na rower raz, dwa razy w tygodniu na popołudniową drzemkę lub po prostu na wspólną wycieczkę, aby Ania mogła mieć trochę czasu dla siebie.



Czym jeździmy?

Jak wiecie, mamy dwa rowery towarowe, dwukołowy Bullitt i trzykołowy Butchers and Bicycles. Jeszcze przed narodzeniem podjęliśmy decyzję, że syn na razie będzie wożony w Bullicie. Dlaczego? Oczywiście przewożenie tak małego dziecka w rowerze możliwe jest tylko w kubełkowym foteliku samochodowym lub specjalnym hamaczku. W Butchers and Bicycles są nawet specjalne uchwyty pasujące do systemu Isofix, żeby taki fotelik zamontować. Niestety jest to mocowanie fotelika na sztywnej bazie, takiej samej jak w samochodzie, przez co słabo tłumione są wszelkie drgania. Po konsultacji z fizjoterapeutką stwierdziliśmy, że to jednak za dużo na kręgosłup niemowlaka – planujemy wrócić do tego systemu za jakiś czas, ale o tym później.

Montaż fotelika w Butchers and Bicycles


Drugi rower nie stoi bezczynnie.

Tygodniowe zakupy przewiezione jednym rowerem – teraz jemy już we trójkę! W dalszym ciągu rower obsługuje też zakupy. Z Bullitta można szybko wymontować adapter w razie potrzeby, choć udaje mi się zwykle zapakować torby bez demontażu, bo i tak jest ażurowy. Bazę isofix z Butchersa trudniej będzie  wyjmować, bo jest dość pokaźna.

W rowerach typu long-john, zazwyczaj montaż fotelika wymaga specjalnego adaptera – w praktyce to druciany stelaż na sprężynach przykręcony do dna skrzyni. Wybraliśmy to rozwiązanie, bo dzięki temu fotelik jest lepiej amortyzowany od wstrząsów, a jednocześnie przyjemnie buja pasażera. Współcześnie pojawiają się już cargo z amortyzowanym przednim widelcem (np. Riese & Müller czy Urban Arrow).


Zastosowaliśmy sprawdzony model Baby Mee holenderskiego producenta Steco. Jeżeli będziecie szukać modelu dla siebie, zwróćcie uwagę, że pod tą samą nazwą handlową występują różne modele adapterów dostosowane do różnych modeli rowerów – polscy producenci i dystrybutorzy cargo pomogą Wam znaleźć odpowiedni model lub możecie spytać samego producenta adapterów. Ja kupiłem nasz egzemplarz w Berlinie, bo akurat byliśmy w sklepie Velogut sprzedającym Bullity i akcesoria do nich, na które w Niemczech jest olbrzymi popyt, ale spokojnie kupicie też online. Pamiętajcie, że adapter z fotelikiem muszą się zmieścić także w skrzyni z założonym namiotem! U nas w Bullicie mieści się na styk.


Warianty adaptera Steco Baby Mee – pamiętajcie, że są różne pasujące do różnych rowerów!

Adapter ten jest dostosowany do fotelików typu Maxi Cosi. My mamy fotelik Cybex Cloud Z i-Size, ale jest on bardzo zbliżony kształtem i również pasuje. Tutaj znajdziecie listę fotelików, które powinny pasować do takiego adapteru. Ja musiałem tylko zmodyfikować linki mocujące, żeby były trochę dłuższe, ale to jedna wizyta w pasmanterii, u powroźnika (w Warszawie polecam na pl. Grzybowskim) lub na Allegro (linka elastyczna na metry). Z góry przepraszam za szczegóły techniczne, ale rodzice wiedzą jak ważne bywają takie detale dotyczące wózków, fotelików itd.



Akurat w Bullicie zamontowanie adaptera wymagało drobnych przeróbek na własną rękę i wywiercenia kilku dziur w platformie (zazwyczaj rowery mają już gotowe nawierty lub mocowania). To dobry moment, aby powiedzieć, że uważam, że Bullitt to genialny rower do jazdy, ale mimo wszystko został zaprojektowany jako rower kurierski, a dopiero potem na zasadzie retro-fittingu dorobiono mu możliwość przewozu dzieci. Efekt tego jest taki, że wszelka zmian konfiguracji platformy to mała droga przez mękę – założenie kanapy, adapteru, namiotu to dla mnie robota na jeden dzień, a trochę jednak znam się na majsterkowaniu. Oczywiście robicie to tylko raz, ale miejcie świadomość, że ten rower nie pozwala na zmianę konfiguracji w 5 minut. Rowery, które od początku projektowane są jako familijne funkcjonują inaczej – demontaż namiotu czy kanapy to kwestia 5 minut. Adapter Steco można jednak szybko wyjąć, bo przytwierdzana baza i sam adapter to dwa oddzielne elementy. Z tego powodu metalowy adapter trochę brzęczy i dzwoni jeśli nie jest obciążony fotelikiem – poradziłem sobie z tym problemem przy pomocy kawałka kartonu i dwóch trytytek (prowizorki są najtrwalsze).

Montaż namiotu i adaptera wymagał trochę zachodu – i bardzo dobrze, że zrobiłem to przed porodem! Potem nie znalazłbym już czasu.

 

Bullitt wybebeszony.

Przyłapany na majsterkowaniu.

I gotowe!

Siła detalu.

Trytytka jest dobra na wszystko!

Alternatywą dla zestawu fotelik + adapter jest montaż hamaczka dla niemowląt z przyczepki rowerowej, np. Thule Charriot (ale podobno inne też pasują). W skrzyni powinno być wtedy nieco więcej miejsca, np. na drugie dziecko na kanapie. Można też pewnie najpierw wozić dziecko w foteliku, a potem przerzucić się na hamaczek, ale w przypadku naszego syna nie miało to sensu, ponieważ bardzo szybko przekroczył wagę i wzrost maksymalny dla takiego hamaczka. Hamaczek Thule nie ma oczywiście dedykowanych zaczepów do Bullitta (EDIT: już ma - sprawdźcie tutaj), ale te jesteście w stanie łatwo zaimprowizować przy pomocy powszechnie dostępnych nylonowych pasów mocujących, które owijacie wokół ramy (z przodu) i rurek namiotu z tyłu) – kupicie je nawet na Allegro, a w ogóle to przydają się w cargo jak trzeba przewieźć coś większego.

Bullitt w wersji z hamaczkiem. Fot. Lola Aniszewska

Montaż hamaczka na pasach mocujących.

Inne zastosowanie pasów mocujących w cargo.

Montaż konstrukcji „fotelik + adapter” sprawił, że w samej skrzyni nie zostało już tak wiele miejsca – tyle co na jedną płaską aktówkę. To też specyficzna cecha Bullitta - w większości rowerów zostaje jeszcze miejsce na ławeczkę dla dzieci, więc pamiętajcie, żeby to sprawdzić ten parametr jeśli będziecie wybierać rower. To doprowadziło mnie do decyzji o montażu tylnego bagażnika i sakw, chociażby po to żeby wygodnie przenosić torbę z akcesoriami dziecięcymi, a nie wypychac jej pod nogi syna. Samo znalezienie bagażnika do Bullitta to nie taki wielki problem – dopasowałem ten model Traveler High. Montaż wymagał tylko zmiany lampy z montowanej na widelcu na montowaną na bagażniku. Natomiast sakwa miała być na tyle duża, aby pomieścić w sobie torbę z rzeczami dla niemowlaka, która zwykle jest pękata. Jednocześnie konstrukcja tylnego widelca w Bullicie sprawia, że koło jest nieco bliżej korby niż zwykle i dość łatwo uderzamy piętą w sakwę, więc trzeba ją przesunąć maksymalnie do tyłu. Na początku kupiłem największe dostępne na rynku sakwy Basil Mara XXL (50 litrów). Rozmiar był w porządku, ale system mocowania do luftu - sakwa podwójna, w praktyce trzeba było ją przywiązać na stałe i jeszcze podziurawić trytytkami. Ponadto sakwy były zupełnie miękkie, więc opadały i odkształcały się z ładunkiem w środku. Mój wewnętrzny perfekcjonista absolutnie nie mógł znieść takiego zeszpecenia tego pięknego roweru.

Pierwszy wariant z sakwami Basil.


Długo szukałem kogoś kto uszyje mi sakwy na zamówienie i trafiłem w końcu do polskiej firmy Crosso, która podeszła do tematu bardzo profesjonalnie (uszyli nawet wstępny model do akceptacji i przymiarki). Przez sezon urlopowy zajęło nam to trochę czasu, ale wreszcie mam sakwy o jakich marzyłem: duże, sztywne, estetyczne i ze specjalnie dostosowanym systemem montażu umożliwiającym przesuniecie sakw do tyłu – zakładam, że w razie potrzeby będą pasować też do Butchersa. Jak na całkowicie customowy projekt wzięli też całkiem sensowną cenę. Polecam jak najbardziej.

Sakwy na zamówienie od Crosso.



Zmieści się wałówka.

I zabawki też.

Kolejne kroki i co dalej

Choć wiele pytań do mnie dotyczyło tego czy dziecku nie jest zimno w rowerze, to jednak moje doświadczenie jest takie, że istotniejsza okazała się ochrona przed przegrzaniem i słońcem. Oczywiście foteliki samochodowe mają zwykle wbudowane własne daszki, ale to za mało. W Bullicie jest system ekranów przeciwsłonecznych z półprzezroczystej siatki przyczepianych na rzepy. Rozwiązanie na cztery z plusem, jakoś się sprawdza, ale też pamiętajcie wybierając rower, aby zwrócić na to uwagę. Chyba najbardziej pod tym kątem podoba mi się na namiot w Storku. W każdym namiocie istotna jest również możliwość częściowego otwarcia, aby zapewnić przewiew.

Wariant osłony przeciwsłonecznej w Bullicie. Podobne są po bokach.

Namiot w rowerze Stork Cargo Bike.

Nasz syn mając rok nie należy do ułomków (86 cm i 13 kg), więc już niedługo wyrośnie z obecnego fotelika, dlatego trzeba było zacząć myśleć o nowej konfiguracji skrzyni. W przypadku przeciętnego dziecka, które nie jest na końcu siatki centylowej, taka konfiguracja z fotelikiem powinna Wam starczyć na 1,5 roku. A może krócej, bo dziecko w tym wieku robi się mobilniejsze, domaga się więcej swobody, a także coraz istotniejsza jest dla niego nie tylko Wasza twarz, ale też mijane otoczenie (w naszym wypadku zachwyt wzbudzają; psy, inne dzieci, rowery i autobusy).

Niestety nasz syn jeszcze samodzielnie i pewnie nie siedzi, chociaż już wstaje. Niektóre dzieci tak mają i nie jesteście w stanie precyzyjnie przewidzieć rozwoju motoryki. Dlatego nie nadaje się jeszcze na siedzenie na normalnej kanapie w cargo. Na szczęście przypomniałem sobie, że kilka miesięcy wcześniej testowałem przecież Stork Cargo Bike, w którym zastosowano niską półleżąca kanapę jako akcesorium (podobną wprowadził teraz Riese & Müller w modelu Packster 70). Szerokość skrzyni w Bullicie jest podobna, więc postanowiłem wcisnąć tę kanapę do środka i zamontowałem pasy ze Storka (akurat w namiocie jest wystarczająco dużo sztywnych rurek, żeby przywiązać do czegoś pasy). Przy okazji odzyskamy trochę przestrzeni ładunkowej. No i w takiej pozycji nadal będzie mógł wygodnie siedzieć i spać w rowerze. Trochę żałuję, że syn będzie już przodem do kierunku jazdy, bo patrzenie na jego minę jest bezcenne. Ale on sam woli już poznawać świat dookoła, więc będzie miał większe pole widzenia. Z przodu skrzyni zamontowałem lusterko sferyczne, żebyśmy mogli nadal widzieć swoje twarze.

Kanapa Storka w Bullicie po przymiarce. Pasy wymagają drobnej poprawki, żeby dziecko nie mogło wydostać się bokiem, ale pracuję nad szlufkami z kaletnikiem. Wsadziłem też dwa wałki kupione na Allegro po 30 zł, żeby syna nieco usztywnić i zapewnić wygodę. Osłonki na pasy pochodzą z wózka, w którym się nie przydają.
Kanpa Storka w oryginalnej skrzyni.

Nawiasem mówiąc, Bullitt wprowadza właśnie do sprzedaży nową kanapę z miejscem dla dwójki dzieci i pięciopunktowymi pasami. Stara składana kanapa jednoosobowa nadal będzie dostępna. Widać jednak, że producent odpowiada na zapotrzebowanie, zwłaszcza ze strony rynku niemieckiego. Jak już wspomniałem, Bullitt był w pierwszej kolejności zaprojektowany jako rower typowo transportowy, a dopiero prośby wymagających rodziców doprowadziły do zaprojektowania dodatkowych akcesoriów. Rower ten zresztą jest bardzo przyjazny samodzielnym przeróbkom i na grupach facebookowych znajdziecie setki własnych garażowych projektów majsterkowiczów: własnych skrzyń, ławeczek, namiotów. Nie jest to może najlepszy model biznesowy jeżeli odbiorcy muszą sami przebudować rower, ale do pewnego momentu się sprawdza. Dzięki temu producenci sami czerpią inspirację z tych przeróbek i udostępniają nowe akcesoria. Ponadto w Niemczech znajdziecie już kilka firm samodzielnie produkujących rozmaite rozszerzenia do Bullita (np. Fahrer czy Rhino).

Prototypowa kanapa dwuosobowa z pięciopunktowymi pasami. Sam nie zdecydowałem się na jej zakup, bo używałbym jej relatywnie krótko, a cena jest dość wysoka (450 euro).

Zauważyliście pewnie, że piszę tu głównie o własnej perspektywie. Faktycznie na razie tylko ja jeżdżę rowerem z synem, a Ania obok na swoim rowerze, ponieważ nie czuje się tak pewnie na Bullicie. Ponieważ mamy dwa rowery, to w zasadzie nigdy nie mieliśmy problemów, żeby zabrać się z większymi bagażami na piknik czy zakupy. W drugi rower spokojnie też wrzucamy podwozie do wózka, więc fotelik zawsze możemy zamienić w wózek. Zdaję sobie sprawę z tego, że jedna zdecydowana większość ma i będzie mieć jeden rower cargo – pamiętajcie więc, że poza dzieckiem macie zawsze do zabrania dużo klamotów i dlatego myślcie o tym wybierając rower. Z tego powodu jestem raczej sceptyczny wobec „krótkich long-johnów” (short-johnów?) – uważam, że są uzasadnione tylko w bardzo specyficznych sytuacjach, bo miejsca na ładunek nigdy za wiele.

Mnogość skrzyń w rowerach cargo. Fot. Cargbike Magazin

Ładujemy wózek na wózek i jedziemy!
 
 
Albo samo podwozie (pasuje przecież do fotelika).


Jak wspomniałem, niedługo młody będzie już mógł jeździć także w większym foteliku samochodowym na bazie Isofix w rowerze Butchers and Bicycles. Będzie to konieczne, bo planujemy wysłać małego do żłobka w wieku 14 miesięcy. Zakładam, że ja będę odwoził go rano Bullitem, ale Ania będzie go odbierać przed moim powrotem z pracy, więc musimy mieć dwa rowery przystosowane do przewozu malucha i to bez konieczności przekładania fotelika. Dlatego konfiguracja Bullitt + kanapa ze Storka oraz Butchers + Isofix wydaje nam się rozsądna. Zobaczymy w praktyce za kilka miesięcy. Wybraliśmy się do sklepu z fotelikami razem z rowerem i namiotem przymierzać co zmieści się pod namiotem w Butchersie, bo jeśli młody trafi do żłobka w listopadzie, to czeka nas jeżdżenie przez całą zimę. Oczywiście nie wyobrażamy sobie innego transportu do żłobka, zwłaszcza że prawdopodobnie będzie on w okolicach Puławskiej, Al. Niepodległości i Wołoskiej, gdzie zawsze są korki do i z „Morodru”. 
 
Butchers w wersji z namiotem deszczowym – kupując duży fotelik musieliśmy sprawdzić czy zmieści się pod plandeką.

Mamy obrotową bazę , więc łatwo będzie młodego wsadzać od przodu. Zauważcie jednak, że noga bazy zmieściła się na milimetry i drzwi lekko odstają.
 

W naszym przypadku znalezienie fotelika poszło łatwo, bo już na samym początku zdecydowaliśmy się na mały fotelik Cybex i-Cloud Z i-Size wraz pasującą do niego bazą (dotąd jeździła w samochodzie babci). Większy fotelik Sirona Z i-Size z tej samej serii pasował do bazy jak i zmieścił się do roweru. Dodatkowo w tym modelu bazy fotelików są obrotowe, co ułatwia wsadzanie dziecka od przodu lub boku, a potem jazdę tyłem do kierunku jazdy. Fotelik powinien wystarczyć do 105 cm wzrostu, a do tego czasu młody już spokojnie będzie mógł siedzieć na ławeczce z pasami i nie mam obaw, że nogi będą mu wisieć w powietrzu.

Jak widać na drugim zdjęciu nóżka od bazy zmieściła się w Butchersie na styk i drzwiczki trochę odstają. Byłoby miło gdyby na stronie producenta pojawiła się lista z jakimi mniej więcej bazami Isofix rower jest kompatybilny, bo są jednak bardzo różne. Kiedy kupowaliśmy rower kilka lat temu, jeszcze nie mieliśmy o takich niuansach zielonego pojęcia i wierzyliśmy na słowo.